Tramwaj – tekst utworu

Jadę tramwajem,
tramwaj żulem jedzie,
rumun na akordeonie,
sądzi że znalazł filharmonie,
myślę sobie w gniewie,
pewnie cieszysz się,
że ledwo słyszysz sam siebie,
tym gruchotem trzepie,
tak że myślę o własnym pogrzebie,
w potrzebie w kieszeni grzebie,
nice, słuchawek nie wziąłem,
więc nam już całej trasy przebieg,
zabiję jedną z tych lebieg,
co łokciem mnie trąca,
ją i tego drącego ryj brzdąca,
jego ojciec nie mył się chyba od miesiąca,
i wytrąca mnie z równowagi,
że zamiast młotka przy oknie,
nie wisi karabin.

Jak aktywiści w Arabii,
szczurów wyścig bym naprawił,
siedzi baba z torbami i morały mi prawi,
zakupy muszą odpocząć, co począć,
że nikt nie może spocząć,
znów myślę tylko o tym jak tu rzeź rozpocząć.
A przecież jestem typ spokojny,
nie szukam wojny, ustąpić skłonny,
lecz zaczynam wątpić i budzi się we mnie furiat,
wiesz kiedy?
Wtedy gdy widzę durnia.
To miał być dobry dzień,
staram się nie wkurwiać więc,
obracam wzrok w bok, zły krok,
komórkowy DJ,
czapka wpierdolka, prawilności kołczan,
tylko z japy tak na lat czternaście mi wygląda
rap jak mój pijany spontan,
w stanie którym nie wiem czy język plącze się czy pląta,
gimnazjalna kohorta,
track by pocięta morda,
na czterech akordach muzyk z niego taki
jak z wuwunia John Travolta,

Dajcie mi chociaż colta…
Spoglądam na biletomat,
niestety Colt is soldout,

Kierowco, w głowie marazm błagam jedź prędzej,
albowiem zaraz bałagan mieć będziesz,
ja zakrwawione ręce, dzienny tramwaj z mięsem,
nie to sen jest, po prostu the best,
na przystanku czeka pies,
wyrok już zapadł, jak w dniu świra,
i wsiada pokraka, robi mordę debila,
„przepraszam, piesek nie może się położyć”
odpowiadam wzrokiem „kurwa chcesz jeszcze pożyć?”,
nie, nie, nie wdaje się w dyskusję z głupcem,
co na spacer z psem, jedzie tramwajem,
staje trochę dalej,
zastanawiam się komu założyłbym kaganiec.
Psu czy babie?
Staram się uspokoić, niby co mi pozostaje,
tramwaj staje przedostatni przystanek,
Tylko trzy osoby, zaraz będę miał to z głowy,
ignoruje kundla skowyt, chyba mam okazję do rozmowy,

Miła blondynka staje tuż przede mną,
uśmiech ma taki że nogi mi miękną,
uważam by nie wypaść z roli,
otwiera usta i mówi – bileciki do kontroli.