Jazda bez trzymanki

Żyj pełnią życia… Carpe diem… Nie martw się. Slogany stare jak świat i od kilku lat przeżywające swój złoty wiek pod postacią memów, demotów, kwejków i innego syfu. Mimo mojego hobby jakim jest zaprzestawanie obserwowania na facebook’u szerokiej rzeszy ludzi których cały światopogląd mieści się w kilku- lub klikudziesięciu obrazkach ze śmiesznym podpisem, to cały czas na nie trafiam. Nic dziwnego. Każdy czasem musi złapać haust świeżego powietrza motywacji. Nie ważne pod jaką postacią.

Dysonans

Problem tkwi w tym że doskonała większość z osób karmiących się tym jakże łakomym kąskiem po przetrawieniu przez facebook’ową ścianę nadal jest szara jak tania srajtaśma i tak samo jak ona nieprzerwanie tkwi w gównie. Głoszone zasady i codzienna postawa owych person zebrane do kupy zerkają na mnie nie dość, że zezem rozbieżnym to jeszcze krzywo. Zniesmaczony mops. Dokładnie w taki sposób jakiego nie cierpię od czasów, kiedy nie wiedziałem czy to ja zostałem przyłapany na ściąganiu przez „szalonooką” nauczycielkę w liceum. Ja widzę ich jako kompletnie sparaliżowanych amatorów łyżwiarstwa na śliskim życiowym gruncie w pełnym hokejowym rynsztunku. Niezdolnych do ruchu tak dalece, że Stephen Hawking mógłby zacząć uczyć ich tańca figurowego. Wystarczy wspomnieć wtedy, że twoim głównym źródłem zarobku jest rysunek i malarstwo, resztę czasu poświęcasz na muzykę lub szlifowanie pisarskiego warsztatu, a zostajesz sklasyfikowany w ich rankingu rozsądku ex aequo z japońskim kamikaze. Nie zapomną Cię o tym powiadomić przedstawiając szerokie spectrum zagrożeń płynących z robienia tego co się lubi. „Info” potwierdzone z autopsji. Ja gdy o nich słyszę w głowie mam pewien cytat:

„Jakim sposobem komuś miałoby się podobać budzenie o 6:30 przez budzik, wyskakiwanie z łóżka, ubieranie się, jedzenie na siłę, sranie, szczanie, mycie zębów i głowy, i walka z korkami by dostać się do miejsca gdzie zarabiasz dużo pieniędzy dla kogoś innego i musisz być wdzięczny za to że masz taką możliwość?” Charles Henry Bukowski

– No dobra, ale jeśli coś się stanie…. Powiedzmy stracisz ręce i nie będziesz mógł dalej malować?

Pada pytanie wieńczące monolog.

– Poproszę kumpla by pomógł mi spisać autobiografię i jeszcze zatytuję ją „Jazda bez trzymanki”.
Koniec. Tak w ramach podsumowania stycznia powiem tylko że był to najlepszy miesiąc mojego funkcjonowania w sieci od niepamiętnych czasów. W lutym biorę się za największe przedsięwzięcie malarskie od kilku lat. W głowie brzeczą powoli wersy na drugi mixtape. Zlecenia też pojawiają się systematycznie. Nie dajcie się sparaliżować strachem.

Dodaj komentarz