Cały ten syf

Ostatnio jedna z osób czytających bloga napisała mi, że z wiele moich tekstów ma charakter rezygnacji i biernej akceptacji wszechobecnego absurdu. Nie czuję się jednak zrezygnowany. Wręcz przeciwnie. U mnie całkiem dobrze. Jak to możliwe?

Zakładając bloga stwierdziłem że nie będe uzewnętrzniał się na tematy polityczne, opisywał każdej następnej głupiej mody która odejdzie równie szybko jak przyszła (sprawdź: Pokemon IDŹ / clickbait wówczas zadziałał znakomicie), bycia fit (o czym nie mam pojęcia, a więc mam takie samo pojęcie jak większość ludzi się tym zajmujących) komentował SZOKUJĄCYCH WIADOMOŚCI, dram i innych rzeczy rodem z telewizji śniadaniowych lub stronic Faktu. Słowem nie zrobie nic co zainteresować by mogło 95% rodaków. Ludzie łykają pierdoły równie chętnie jak młody Pelikan ryby, więc skazałem się tym samym na dość małe audytorium.

Popyt rodzi podaż więc głupota i absurd są coraz popularniejsze. Równocześnie wszyscy śmieją się z faktu i innych tego typu rzeczy gadką w stylu „Tym to można sobie co najwyżej dupę podetrzeć”, ale skoro już siedzi w sraczu i jest blisko to chętnie przejrzy. Nikt nie poleci przecież z obsranym tyłkiem po zapomnianego Kanta, stojącego na regale dumnie mimo pokrywającej go warstwy kurzu. A jeśli już, to wskazywaniem z powrotem informacyjnej papki na bank go do niego nie zachęce.

„Moje zamachy na formę do czegóż mnie doprowadziły? Do formy właśnie.” W. Gombrowicz

Dziś obietnicę daną samemu sobie najprawdopodobniej złamię, ponieważ moją wewnętrzną krainę Wyjebulandu nawiedzać zaczeły coraz natarczywiej ciemne chmury medialnej gównoburzy. Pewnie domyślacie się o co chodzi. WOŚP. To znaczy na początku. Później WOŚP vs. Caritas. Standardowo jak to w naszym kraju bywa jak jest możlwość zajrzenia komuś do kieszeni to dziennikarze (a za nimi rzesze owieczek) mało sobie karków nie skręcają. Już nawet połowicznie miałem gówno na cholewce, ponieważ przeprowadziłem mały research w celu napisania w miarę rzeczowego posta (swoją droga miły nawyk, prosze wszelkiej maści „publicystów”). Nie będę wam jednak truł dupy statystykami, liczbami i mówił którą stronę należy sfajczyć na stosie. O ile kieszeń Owsiaka została już dokładnie przejrzana bo jako instytucja dość rzetelnie rozlicza się z każdej złotówki to przed wejściem w budżetowe kazamaty Caritasu, proszę wycieczki, wita nas wielki znak „STOP”. Kościół w naszym kraju rozlicza jedynie kościół. Jeżeli w przypadku grzechu leci się nie do paki, a na inną parafię to jak można podejrzewać że w tym przypadku będzie inaczej.

Najważniejsze w tym wszystkim powinny być nie patowa rozgrywka pt. „to kto więcej zabiera dla siebie”, to jaką furą wozi się Owsiak, czy która strona konfliktu bardziej mnie drażni. Liczyć powinna się tak naprawdę CHĘĆ POMOCY. Ci którzy drą japy na facebook’ach, twitterach czy przy flaszce (top 3 ulubionych miejsc dyskusji Polaków) jak to zazwyczaj bywa w każdej kwestii, później omijać będą wolontariuszy Orkiestry z gracją i precyzją godną mistrzów slalomu alpejskiego. Oddałem pracę na licytację WOŚP-u w zeszłym roku i w tym roku też zamierzam to zrobić. Poprzednio było dobrze. Cztery stówki do przodu na liczniku Orkiestry za mój rysunek. W tym roku też coś szykuję. Mam nadzieję, że i teraz sprawiająca mi przyjemność praca okaże się pomocna, bez względu jaki procent dostaną za to ludzie kierujący fundacją (bo WOŚP to nie tylko Owsiak jak się niektórym wydaje) bo robią dobrą robotę.

A kościół? Jakoś niedługo księża znów zaczną chodzić po domach i wyciagać kasę na jeden z miliona praktykowanych przez nich sposobów. Jedni robią to „na wnuczka”, inni na „zwilżanie tynku”. U mnie nikt nie przyjdzie. Kiedy się wprowadziłem do mieszkania (czyli jakieś 3 lata temu) na pytanie czy chciałbym gościć księdza, odpowiedziałem ministrantowi pytaniem:

– A czy to będzie coś kosztować? Bo ja słabo stoję z kasą.

Odszedł bez słowa. Ja jakoś nie ufam im w kwestii pieniędzy „na pomoc”. Wy róbcie co chcecie. Jeśli pomagacie i chcecie pomagać – jest spoko. Jak przy okazji jeszcze nie będziemy nakręcać koniunktury na te i inne pierdoły to wierzę, świat stanie się ociuuuuuupinkę lepszy.

P.S. Sprawa taka, że nie wiem czy jutro będzie wpis. 🙂

Dodaj komentarz