Po staremu…

Kiedy w mojej głowie znowu zakwitł wielosezonowy kwiat w postaci myśli „a może zacznę pisać bloga?” chciałem by tym razem było inaczej. Przyjaźniej. Bez krytyki rzeczy na które nie mam wpływu której większość nie przeczyta, a wiekszość z czytającej mniejszości nie przemyśli. Myśl tą pokrzepiały słowa „fajne to, jednak ludzie nie chcą takich treści. Ludzie docierają na blogi gdy szukają odpowiedzi na konkretne problemy”. Zrobiłem research. Przeszperałem kilkadziesiąt blogów. Głos (nie ważne czyj) miał rację. Zobaczyłem przykłuwające uwagę, profesjonalne zdjęcia reklamowe, a pod nimi nagłówki będące CTRL+C CTRL+V z listy najczęstszych zapytań do wujka Google. Teorię sprawdziłem wpisując losowo tytuły wpisów i patrząc po jakiej liczbie znaków wujaszek wyrzyga mi je w podpowiedziach. 8 znaków. Z blogów dowiedziałem jak zawiązać krawat i jak dobrać go do koszuli, która kawa jest najlepsza, jaka sałatka najbardziej fit i jakich perfum używać by być modnym. To może ja powiem Wam jakich ołówków używać do rysowania, który papier jest dobry i do czego? Mimo że zazwyczaj rysuję tym co akurat podejdzie mi pod rękę to założe się, że jest chociaż kilku podobnych do mnie zapaleńców brudzenia kartek, którzy trafili by właśnie do mnie. W przeciwności do większości blogów miałbym przy okazji swoją niszę. To jak będzie?

Po staremu…

Podobnie zresztą jak u Maćka który właśnie dostał awans w swojej świetnej pracy w Londynie i mimo że wrócił na święta myśli już o nadgodzinach które wziąć musi w zamian za świąteczne doby spędzone w kraju. W Polsce w końcu po staremu… nie ma przyszłości.

Po staremu jak w przypadku Magdy która pół roku temu, po latach wciągania nosem w klubowych łazienkach, zrobiła magistra z zarządzania i teraz lepiej zarządza swoim czasem wolnym wciągając nosem w przerwach od wściubiania go w ekran laptopa w poszukiwaniu pracy.

U Mateusza za to wielkie zmiany. Zerwał z dziewczyną, przeprowadził się i rzucił dotychczasową robotę. W sumie teraz kręci z jakąś nową dupą i szuka czegoś by wyrobić na czynsz. W Piątek wybiera się na jakiś melanż do swojej ulubionej knajpy. Czyli w sumie po staremu.

U mnie też po staremu. Po staremu weekend wolę spędzić w domu niż wybierać się na imprezę gdzie po staremu usłyszę wszystkie te historie. Pewnie nic z tego nie wyjdziei ja wyjdę gdzieś nie mogąc znieść braku tematu i nieznośnego szumu w głowie. Kiedy wrócę podchmielony do mieszkania po staremu usiądę przed laptopem by zmęczyć jeszcze bardziej nadwyrężony od kiwania z aprobatą kark i spróbować złączyć te zasłyszane historie w całość puentą podkrapianą „ostatnim” piwem. Może jak powyższe przykłady (imiona dobrane przypadkowo) pominę wszystkie uczucia jak tęsknota za ojczyzną, poczucie bezsensu, czy moralnego kaca spowodowanego brakiem walki o wygasły niedawno związek który rozpieprzył się bo jedno zdradziło, a drugie chlało by zagłuszyć ból po stracie zaufania. Na koniec zamiast zwieńczyć w gruncie rzeczy wymagającą próbę sklecenia choćby kilku słów o tym co myślę, co czuję, co mnie pasjonuje czy o czym marzę, wstawię na fejsa nostaligczną japę Garfield’a z nie moim tekstem o tesknocie za weekendem. Przecież co Was będę zanudzał?

Jak u mnie? Po staremu.

 

Dodaj komentarz