Miasto Uśmiechniętych Twarzy

Widziałem je co kroku. Pierwsza była ekspedientka w jednej z sieciówek, tych sklepów co to są zawsze blisko. Zadowolona widząc znajome twarze przychodzące tutaj co dzień, szczęśliwa mogąc zaoferować najlepszą jakość produktów. Zaraz potem minąłem uroczą blondynkę. Miała dołeczki w policzkach, a zza uwodzicielsko ułożonych w uśmiechu, pełnych warg zerkały na mnie oszałamiająco białe zęby. Minąłem ją zerkając prosto w zielone oczy, świecące jak dwa szmaragdy spod idealnie ułożonej, mimo powiewów zimnego jesiennego wiatru, żniwnej grzywki. Tę piękną, niewerbalną wymianę uprzejmości pomiędzy dwojgiem młodych ludzi dostrzegł najwyraźniej mechanik, którego podczas swoich spacerów zawsze widziałem na placu serwisu samochodowego. Stał koło pięknego, najprawdopodobniej dopiero co opuszczającego zakład, czerwonego samochodu wyciągając do mnie rękę z uniesionym ku górze kciukiem. Po drugiej stronie ulicy zadowolona rodzina wracała z weekendowych zakupów. Mąż spoglądał na żonę z uśmiechem w jednej ręce trzymając torbę, drugą trzymając za rękę brzdąca z utęsknieniem spoglądającego na wystającą z reklamówki nową zabawkę.
Nie słyszałem żadnego śmiechu. Nie byłem w depresji i nie zagłuszał ich warkot silników.

To było Miasto Uśmiechniętych Bilbordów.

Dodaj komentarz